- Głuszec z obserwacji Leszka Kąckiego.


gluszec1.html
81.04 KB
gluszec2.html
64.83 KB
gluszec3.html
47.15 KB

- Zapady, 16 04 2004,

ok. 18:20
W odległości ok. 25 kroków wycieka spod świerka kura głuszca.
19:35
"Gwizd, świst, łomot" - jakby sosna uderzała o ziemie, tylko "wierzchołek" nie w tych kolorach:
brąz, czerń i jasne, białawo-szarawe punkty? W błyskawicznie mieszających się plamach.
Ułamek sekundy przed upadkiem skojarzyłem: 40 metrów ode mnie w kierunku Pł.-Zach. zapada głuszec
"I Piechur"
(siedziałem plecami na północ, tyłem ok. 15 kroków od drogi). Bardzo powoli złapałem go w lornetkę.
Widoczna cała sylwetka, poza ciekami zanurzonymi w roślinności bagna, głowa zadarta w górę na wyciągniętej szyi, wyraźnie widać bródkę, dziób niezbyt okazały. Ogólnie sprawia wrażenie mocnego dojrzałego koguta, ogon lekko rozłożony, zadarty do góry. Znieruchomiał. Nasłuchuje, obserwuje! Tomek dał mi ksero mapy, na odwrocie, której miałem notować czas i zdarzenie. Jak wyjąć kartkę która świeci jak latarka? Po ok. minucie przechodzi kilka kroków i na moment znika w dołku, po chwili widzę tylko wyciągniętą szyję i podniesiony ogon.
Cały czas czujny. Nie mam szans na jakikolwiek ruch. On pierwszy daje znak, że wszystko w porządku.
Wyciągnięta szyja nurkuje chwilami w bagno. Żeruje? Podczas kolejnego skłonu spoglądam na zegarek,
19:40
i niespodziewanie "wali się z łoskotem kolejne drzewo", "II" Pł-Wsch i od razu zaczyna wprawki do pieśni.
W trakcie krektania nadlatuje w jego sąsiedztwo "III". Oba zapadły na drzewa. Niewidoczne.
"Piechur I" czuje się coraz pewniej i zaczyna spacer na Południe w głąb tokowiska, po ok. minucie znika za wykrotami.
19:45
"Piechur I" podrywa się z bagna i siada niewidoczny na sośnie naprzeciw mnie.
Zaczyna krektać na przemian z głosami podobnymi do napuszonego indyka, a czasem, cicho pojedyncze fragmenty pieśni: kłapanie? Trel? Niewyraźny korek? Trudno jednoznacznie określić. Wyjmuję oślepiająco białą kartkę i zaczynam notatki.
19:50
za plecami, Pn-Zach za szosą, zapada głośno pomimo zwartego w tym kierunku drzewostanu kolejny głuszec "IV"
19:53
nr "I" rozpoczyna regularną pieśń, z krótkimi przerwami
19:54
"bezszelestnie łamiąc wierzchołek sosny" zapada za plecami, Pn, za szosą kolejny kogut "V", ksywa "Szlifierz".
19:57
"II" (lub "III") zrywa się i odlatuje na Poł-Wsch
19:58
"II" powraca? Lub zapada kolejny kogut? w sąsiedztwie (na Wsch od "I")
"I" gra. Zachwycony swoimi popisami wplata w przerwy "spuszonego indyka"
20:00
"III" podróby krektania i niezdarnie sfałszowane fragmenty pieśni
20:02
strojenie instrumentarium rozpoczyna "II" bliski sąsiad "Piechura I"
20:03
ale po kilku przymiarkach głosowych przemieszcza się niedaleko w kierunku Wsch.
bliżej "III"
"Piechur" niestrudzony, dominuje, nie żałuje głosu, nie daje szans na popis konkurencji
20:04
słyszę daleki zapad "VI" (Pn-Zach) za drogą od strony Tomka
20:06
słabo słyszalny tok z kierunku "III" lub kolejny kogut dalej odsunięty na tej samej linii.
Za dużo szczęścia naraz i brak po lewej - Wsch niezależnego obserwatora prowadzącego swoje notatki.
20:08-20:12
jednoczesny tok "I" i "II"
20:13
słabo słyszalne, dalekie fragmenty pieśni z kierunku Poł-Zach "VII"
20:14
za plecami, Pn, "Szlifierz" odzywa się wyraźnie kilka razy,
"II" gra,
"Piechur" milczy
20:15
wychodzę na drogę w kierunku "Szlifierza"
20:17
"Szlifierz" zasługuje na swój przydomek, perfekcjonista wykańcza każdą pieśń wyraziście, obejmuje prowadzenie na dzisiejszych przesłuchaniach. Na Pn-Zach grają jeszcze dwa koguty, prawdopodobnie "IV" i "VI".
Tak sielsko to jednak nie jest, narastające od kilku minut dudnienie zbliżającego się wolno składu towarowego na linii siarkowo-hutniczej sprowadza mnie z krainy polodowcowej w epokę plastikowo-cyfrową.
20:18
"Piechur" wznawia tok, zachęcając do pozostania.
20:25
"VII" tokuje,
20:32
ostatnie słowo należy do "Szlifierza",
za chwilę cisza.

Cyt. "Głuszce, które przylatują na tokowisko po cichu nie będą grały następnego dnia, gdyż
są to ptaki młode. Nie będą również dobrze grały koguty, które wieczorem grają długo.
Uważa się, że najlepszym śpiewakiem będzie ptak, który zapadł z najgłośniejszym łopotem,
Przesiadł się na inne drzewo, zakrektał albo dał najwyżej dwie, trzy pieśni".
Fragment z II wyd.: PTAKI ŁOWNE, Wiesław Dudziński PWRiL 1988

Stawiam na "II".


. . . byłem zbyt leniwy, żeby sprawdzić rano.
Artur